logo_smalluwb_img_mobileszukaj

Fotorelacja z Lasu Wroceńskiego po pożarze w dolinie Biebrzy

Tuż przed weekendem majowym 2020, z inicjatywy Dyrektora Biebrzańskiego Parku Narodowego – Pana Andrzeja Grygoruka oraz Prof. Jana Taylora wybraliśmy się w dolinę Biebrzy. Chcieliśmy na własne oczy zobaczyć skalę i skutki pożaru, który objął ponad 5 000 hektarów turzycowisk i lasów. W miejscowości Wroceń, przy tymczasowym moście na rzece Biebrzy czekali na nas pracownicy Parku: Magda i Piotr Marczakiewicz, z którymi wyruszyliśmy, by zobaczyć skalę zniszczeń po pożarze w Lesie Wroceńskim leżącym w otulinie BbPN. Przy rzece kontrastowały ze sobą: zieleń łąk przy Wroceniu, a po drugiej stronie rzeki Biebrzy połyskująca czerń.

Tuż za rzeką, w pobliżu mostu teren nie wygląda źle – w tej części strażacy nie dopuścili ognia. Z wszystkich stron, jakby nie było żadnego pożaru, słychać było wiosenny śpiew ptaków. Gdy jednak po kilku minutach weszliśmy drogą na turzycowiska kępowe i w brzeziny, niemal natychmiast dominować zaczęła czerń i biel, a młode, nierozwinięte jeszcze liście brzóz widać było przede wszystkim na ich szczytach. (Fot.1).

 

Fot. 1. Turzycowisko kępowe i brzezina.

 

Bardzo ucierpiały turzycowiska kępowe, których górna warstwa jest niemal całkowicie wypalona (Fot.2). 

Fot. 2. Brzezina.

 

Ten rok należy do tzw. „mysich”, w wielu miejscach bez żadnego trudu odnajdujemy czarne, zwęglone otwory w torfie prowadzące do nor wydrążonych przez norniki północne (Fot.3).

Fot. 3. Nora nornika.

 

Populacja tego pospolitego na turzycowiskach gryziona na obszarze pożaru prawdopodobnie niemal doszczętnie wyginęła, a ponieważ jest on ważnym elementem diety wielu ptaków drapieżnych, to należy się spodziewać niekorzystnego wpływu na sukces lęgowy np. orlika grubodziobego czy krzykliwego. Pożar turzycowisk może też niekorzystnie wpłynąć na populację rzadkiej wodniczki.

Co ciekawe, po spalonych turzycowiskach przemieszczają się setki pająków, w wielu miejscach latają motyle, a  gdzieniegdzie spotykamy uciekające od nas jaszczurki, czy odradzającą się roślinność (Fot.4, 5).

Fot. 4. Odradzająca się roślinność.

 

Fot. 5. Odradzająca się roślinność na pogorzelisku.

 

Zarośla wierzbowe (Fot.6, 7) prawdopodobnie mniej ucierpiały niż turzycowiska kępowe. Na obszar po pożarze powróciły duże ssaki kopytne o czym świadczą dosyć liczne, świeże tropy łosi i jeleni.

Fot. 6. Zarośla wierzbowe.

 

Fot. 7. Bazie.

 

Drogą, z której korzystali strażacy, wchodzimy w głąb Lasu Wroceńskiego. Widoki są w kolorach czerni i bieli (Fot.8).

Fot. 8. Biel i czerń.

 

W pewnym momencie, w słońcu w pniu jednej z brzóz migoczą bursztynowe ogniki – to jednak nie iskry, a krwawo połyskujące w słońcu lekko nadpalone i zaschnięte krople soku z tego drzewa (Fot.9).  Idąc dalej zieleń widzimy tylko na drodze, po której przemieszczali się strażacy (Fot. 10). W wielu miejscach wzdłuż leśnej drogi widzimy odchody wilków, są one jednak sprzed pożaru.

Fot. 9. Krwawiąca brzoza

 

Fot. 10. Droga nadziei.

 

Zawracamy i kierujemy się w stronę grądów, które w jakiś niezwykły sposób ocalały. Co prawda widać na ich skraju nadpalone drzewa (Fot. 11), a w jednym miejscu dogaszamy tlącą się kłodę (Fot.12), ale w dużej części grądu wczesna wiosenna zieleń jest nienaruszona (Fot. 11, 13). Obserwujemy sporo motyli (m.in. rusałkę żałobnika) i ptaków (rudziki, zięby, kruki). Na granicy grądu i olsu z niedużej odległości udaje się nam dostrzec żurawia. Mijamy leśną kapliczkę na skraju grądu (Fot.14) i kierujemy się w stronę olsu.

Fot. 11. Wypalony dąb na skraju grądu.

 

Fot. 12. Tląca się kłoda.

 

Fot. 13. Groszek wiosenny.

 

Fot. 14. Kapliczka.

 

Ols wygląda jak ten z Mordoru w Trylogii JRR Tolkiena (Fot.15). Z ziemi wystają odsłonięte, wypalone korzenie olsz (Fot. 16), pod którymi wypalił się torf, a niektóre pnie i korzenie przypominają zwęglone kończyny jakiś stworzeń. W niektórych miejscach widzimy popiół, który z odległości kilkunastu metrów jest łudząco podobny do jasnożółtego piasku (Fot.17).

Fot. 15. Ols w popiołach.

 

Fot. 16. Zgliszcza olsu. 

 

Fot. 17. Żółty popiół.

 

Nie wiadomo, ile drzew i jakich gatunków przetrwało pożar, wydaje się, że najbardziej ucierpiały olsy. Rzeczywiste skutki pożaru będzie można ocenić za kilka tygodni. Tylko w niektórych miejscach tli się życie (Fot.18, 19, 20). W dawnych rowach po wydobyciu torfu znajdujemy resztki wody – rozwijają się w niej rośliny wodne jakby nic się nie stało, widzimy też nartnika i żaby brunatne. Pokazuje to, że gdyby poziom wody był taki, jaki jest tu zazwyczaj wiosną, to w olsach i turzycowiskach stałaby woda i ogień by ich nie strawił.

Fot. 18. Resztki zieleni

 

Fot. 19. Cudem ocalone.

 

Fot. 20. Pokrzywa.

 

Wracamy w stronę rzeki i mostu, cały czas towarzyszy nam obawa, że pożar, który tak wielkim trudem i nakładem pracy udało się ugasić strażakom i innym służbom, może być tylko początkiem dalszych zmian, jakie czeka ten cenny przyrodniczo obszar, jeśli wkrótce nie spadną obfite deszcze. Bo tylko wtedy naturalne ekosystemy będą miały szansę się zregenerować.  Na koniec naszego pobytu dolina Biebrzy żegna nas niezwykłym i zatrważającym widokiem - około południa, nad rozgrzanym w słońcu czarnym pogorzeliskiem, przy lekkich podmuchach wiatru tworzą się wiry z czarnego pyłu i popiołu, które znikają po dotarciu do rzeki. Oby to nie był zwiastun tego, co czeka nas w obliczu widocznych zmian klimatu.

(-) Mirosław Ratkiewicz i Piotr Rode

MASZ CIEKAWE ZDJĘCIA LUB INTERESUJĄCE INFORMACJE PRZYRODNICZE?

Wyślij je na stronę internetową Wydziału Biologii.

PROMOCJA, OLIMPIADY I KONKURSYikona
Cooperationikona